Zostaw wiadomość




Wpisz poniżej: domifikacje

Garaż czy stajnia Augiasza?


Cześć, jestem Aśka. Jestem żoną swojego męża oraz matką 2 naszych dzieci, tak jak przystało na porządną rodzinę. Wojtek to jest facet mojego życia, poznany dawno temu na studenckim wyjeździe w Tatry. Jesteśmy małżeństwem ze sporym stażem i chyba całkiem fajnie sobie radzimy w projekcie pt. wspólne życie, choć niektórzy nasi znajomi nie wróżyli nam wspólnej przyszłości.

Nie, nie zazdrości. Po prostu team księgowa (tak, jestem księgową!) i obieżyświat, który prowadzi szkołę nurkowania (tak, Wojtek jest płetwonurkiem!) mógł nie licować. Różnie to bywało, ale z płetwonurkiem trzymamy się raz lepiej, raz gorzej, szczególnie, kiedy na drodze staje nam bałagan. Ale od początku.

Akt I: Aśka i Wojtek w jednym pokoju mieszkali, czyli bałagan na bogato

Ja – Joanna, porządna panienka, przyszła księgowa wyobrażałam sobie Wojtka w roli idealnego męża. Wiecie, porządny facet, który umie naprawić spłuczkę, kiedy się popsuje i nie trzeba wzywać hydraulika i płacić za jego usługi horrendalnych sum. Takiego, który zbuduje dom, albo przynajmniej będzie miał na ratę kredytu mieszkaniowego. Jak trzeba to przytuli, a jak trzeba to nawrzeszczy, żeby głupot nie robić. Marzył mi się facet z głową na karku, no może trochę zwariowany. I taki był Wojtas. Szaleniec, zapalony płetwonurek, pierwszy do realizacji pomysłów, a do tego student politechniki. Wypisz wymaluj, mój idealny mąż.

Dawno, dawno temu kiedy się poznaliśmy, zamieszkaliśmy ze sobą w akademiku. To była pierwsza próba ognia.

Byliśmy szaleńczo zakochani – ja robiłam maślane oczy, a Wojtek rano jajecznicę na maśle i przynosił goździki, słowem – wszystko grało jak grać miało. Pamiętam nasz mały zagracony pokoik i nas – uśmiechniętych, cieszących się życiem, niewyspanych, ale spełnionych. Każde pieniądze „traciliśmy” na wyjazdach – weekend tutaj, weekend tam, czasami trafiało się coś poza granicami. Ach, było cudnie.

kobieta i mężczyzna robią zdjęcie w górach

To my w Karkonoszach

Ale po pierwszych miesiącach coś przestało grać, coś o czym mówili mi znajomi. Nasz zagracony pokoik był mały, mieliśmy dużo rzeczy – to prawda, ale ten nieporządek, bałagan, jaki się tworzył był nie do ogarnięcia. Pamiętam jedną z pierwszych naszych kłótni.

Ej, Wojtas, widziałeś gdzieś moją książkę do statystyki? Mam jutro koło, a nie mogę jej znaleźć! – zapytałam.

No nie wiem, poszukaj kochanie. – z rozbrajającym uśmiechem odpowiedział Wojtas.

Ale gdzie? Widzisz przecież, ze wszędzie tutaj jest bałagan?! – trochę się uniosłam, bo wszystko wyglądało jak po przejściu huraganu.

No tam, gdzie położyłaś, tam powinna być. – Wojtek wbił mi ćwieka i wkurzył mnie niesamowicie.

Wojtas, chyba musimy sobie porozmawiać, bo tak dłużej być nie może. Ty widzisz te słoiki w kącie? Widzisz te książki razem ze skarpetkami i ciuchami, które wypadają z szafy? Widzisz te stosy Budowlańca na krześle? Musisz nauczyć się dbać o porządek, bo zwariujemy. To są twoje rzeczy! Proszę Cię, posprzątaj je. Będzie nam się lepiej żyło, jak będzie czysto. Wiem, co mówię.

Tak, wiesz, pani księgowa. – parsknął Wojtas.

Chłopie, nie fochuj mi tutaj, tylko bierz się za sprzątanie. I proszę cię, zwracaj uwagę na to, co i gdzie odkładasz.

Dobrze, dobrze… już to sprzątam. – powiedział łagodnym głosem i pocałował mnie w czoło.

Tak na marginesie, zawsze lubiłam jak łagodził te nasze kłótnie. Wojtek zaczął zbierać rzeczy i wierzcie mi lub nie, właśnie tam był podręcznik od statysty. Koło zaliczyłam, przedmiot też.

Akt II: Aśka i Wojtek zawiązują pakt o nieagresji i szukają odpowiedzi na pytanie „Jak utrzymać porządek?”

Jak tak sobie o tym wszystkim myślę, to faktycznie Wojtek nie chciał źle, po prostu on jest notorycznym bałaganiarzem. Czasami, jak pamiętał, odkładał rzeczy na swoje miejsce. Częściej jednak nie pamiętał i tam, gdzie wylądował podręcznik, tam już leżał. A bałagan rósł w oczach, a moje nerwy były do niego wprost proporcjonalne. Za każdym razem zwracałam mu uwagę, ale główną wymówką było:

a) Kochanie, ale ja już tak mam. Nie pamiętam o takich rzeczach.

b) Einstein też tak miał i zobacz, jakich wielkich rzeczy dokonał (moja ulubiona)

c) Ej, ale jest wiele przyjemniejszych rzeczy niż sprzątanie. No chyba się zgodzisz, co nie?

Wszystko to było prawdą, ale bałagan nie zniknie od gadania. Kochałam Wojtasa, tego szaleńca, ale bałaganiarstwa nie mogłam zaakceptować.

No przecież mówiłam ci o tym, jak tylko się poznaliście. Wojtek to nie jest pedant. – powiedziała mi koleżanka ze studiów, której się pożaliłam.

No dobrze Magda, tylko jest różnica pomiędzy poskładanymi w kosteczkę majtkami, a tym, co on wyprawia. Mamy taki mały pokój, a on go systematycznie zagraca. Poza tym wiesz, że ja pedanta bym nie chciała! – oburzyłam się.

Mam! Pakt, zawiążcie pakt o sprzątaniu. Nie wiem, grafiki róbcie czy coś. Zawsze to jakieś rozwiązanie. – powiedziała dumna ze swojego pomysłu Magda.

Nooo… Lepszy wróbel w garści niż gołąb na dachu… – odpowiedziałam.

I tak zrobiliśmy. Zawiązaliśmy pakt o nieagresji i sprzątaniu (jak go Wojtas prześmiewczo nazwał). Pakt polegał na tym, że wtedy, kiedy ja gotuję, ja sprzątam. Kiedy on jest panem kuchni (a gotuje świetnie, to trzeba przyznać) to on sprząta. Akurat w każdej innej kwestii oprócz sprzątania dogadywaliśmy się świetnie, więc jakoś to szło. Raz lepiej, raz gorzej. Ale Wojtek starał się. I tak przetrwaliśmy 3 lata w akademiku.

Akt III: Aśka i Wojtek w jednym mieszkali domu, czyli wojna o organizację garażu

Minęły lata i z tego pokoju wyprowadziliśmy się najpierw do kawalerki, a potem do domu. W międzyczasie popełniliśmy małżeństwo, tak z miłości. Pojawiło się 2 synów – na szczęście bałaganiarstwa nie odziedziczyli po tacie. Mamy fajny dom, ogród i garaż. No, garaż. Trochę się śmieje, że to nie mój rewir – tam rządzi Wojtek. Musieliśmy przeredagować nasz pakt. Wiecie, na większej przestrzeni można bardziej nabrudzić, a jak się ma dom i garaż to jest już dużo miejsca do zagracenia… Ustaliśmy, że ja trzymam porządek w domu, ucząc Szymka i Borysa sztuki cyklicznego sprzątania własnych pokojów. W garażu rządzi Wojtas.

nieporządek w garażu

Tak wygląda nasz garaż… Ręce opadają!

Tzn. trudno nazwać to jakimkolwiek panowaniem, bo tam nawet ja nic nie mogę znaleźć, podejrzewam, że on też. Pewnego razu, szukając farb po ostatnim malowaniu tak się napociłam, że wpadałam na genialny pomysł. Mówienie, błaganie czy też przekonywanie Wojtka do nie bałaganienia nie zda egzaminu, tutaj trzeba fortelu. Trzeba zrobić coś, żeby on zaczął sam dbać o porządek, żeby zobaczył, że porządek = czystość i zorganizowanie.

Akt IV: Aśka knuje wielki spisek – będzie wielkie porządkowanie garażu

Jak to się mówi, cel uświęca środki. Przedarłam się przez tę stajnię Augiasza. Wykorzystałam okazję, bo wiedziałam, że starszemu popsuł się rower, więc poprosił Wojtka o naprawę. Ten miał lada dzień naprawić górala. Ale jak to naprawi bez narzędzi? O to chodzi! Wygrzebałam jego skrzynkę spod narzędzi ogrodniczych i schowałam. Niestety Szymek będzie w tym wszystkim poszkodowany, ale w końcu narzędzia się znajdą. W końcu Wojtas będzie musiał naprawić rower i odgruzować garaż. Na efekty mojego planu nie musiałam długo czekać…

Narzędzia na stole

Narzędzia trzeba dobrze ukryć!

Słuchaj Aśka, nie widziałaś gdzieś mojej skrzynki z narzędziami, bo nie mogę znaleźć? – zapytał Wojtas.

Kochanie, pewnie jest w garażu. Wiesz, że ja tam nie wchodzę.

No właśnie w garażu nie maaaaa… – ciągnął Wojtek – myślałem, że wiesz, że gdzie to jest… – wciąż niepewnie – ty wszystko wiesz.

Poszukaj jeszcze raz – byłam twarda, nie zdradzając się ze swoim podstępem.

Wojtek szukał i raz, i drugi, i w końcu trzeci. Po 2 tygodniach przerzucania opon, narzędzi, farb, mebli z ogrodu i wysłuchiwania narzekań Szymka o naprawie roweru, Wojtas w końcu przyszedł do mnie i skruszony powiedział:

Wiesz, chyba przyda się posprzątać w tym garażu, bo tak to niczego nie znajdę… Nie ma tych narzędzi, cholera!

No widzisz. Nosił wilk razy kilka, ponieśli i wilka – skwitowałam.

Szczerze nie wierzyłam, że w tym garażu zapanuje porządek, aż tu nagle widzę za kilka dni na podjeździe samochód  z marketu budowlanego. Panowanie wynoszą regały, stoły, wysięgniki, Wojtas to wszystko przyjmuje i podpisuje, gdzie trzeba.

Wojtas radzi:

a) Wykorzystaj piony – zabudowując ściany regałami do sufitu, zyskasz większą przestrzeń. 

b) Drobiazgi – buty, gazety, narzędzia schowaj do skrzynek i podpisz je – znajdziesz wszystko w krótkim czasie.

c) Postaw na organizer narzędziowy nad blatem roboczym. Ułatwia pracę!

Pytam, co to za samochód? Co kupiliśmy. Co się dzieje? Ponoć niespodzianka. Za 3 dni Wojtas prosi mnie do garażu. Udaję zdziwioną.

Zamknij oczy – mówi Wojtek – a teraz patrz.

Otwieram i oczom nie wierzę, garaż stał się prawdziwym garażem. Na Wojtasa znalazł się sposób  🙂

Garaż czy stajnia Augiasza?
5 (100%) 1 vote

Podobne wpisy, które mogą Cię zainspirować

1 Komentarz

  1. Trochę śmieszno, trochę straszno, ale doskonale rozumiem panią Asię – mój Mateusz jest takim samym bałaganiarzem, choć staż małżeński mamy krótszy. Serdeczne pozdrowienia !

    Odpowiedz

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz gazetkę

Pin It on Pinterest