Z miłości do zwierząt – o tym, jak budowałem budę dla psa


W popularnym powiedzeniu historia się kończy, kiedy mężczyzna wybuduje dom, spłodzi syna i zasadzi drzewo. W praktyce to wcale tak nie wygląda, bo koło domu jest co roku dużo pracy, drzewa trzeba nawozić i przycinać, a rodzina – wiadomo.

Mam na imię Jacek i zawsze chciałem pisać opowiadania science-fiction, ale tak się złożyło, że skończyłem prawo i głównie piszę pozwy i apelacje. Mieszkam w jednej z uroczych tzw. “sypialni Wrocławia”, czyli wiosek, w których trzeba wcześnie wstawać, żeby po odczekaniu swojej godziny w korku dostać się do centrum miasta. Ale codzienne korki to niska cena za komfort dla żony i dziecka (i mój), jaki zapewnia własny dom z dużym ogrodem, brak hałasu i powietrze o wiele zdrowsze od miejskiego.

Moja żona – ogrodniczka pasjonatka

Właściwie dopiero od trzech lat, odkąd tu mieszkamy, czuję się zrelaksowany i wiem, że mam miejsce, gdzie mogę zrzucić te codzienne pozy, które muszę przyjmować w pracy i po prostu odetchnąć pełną piersią. Mogę czytać książki, oglądać filmy czy koncerty na DVD, a nawet próbować kopać piłkę w ogrodzie. Tak, niedawno skończyłem 40 lat – za moich czasów grało się w piłkę na świeżym powietrzu, a Krystian, moja dzielna latorośl w wieku lat 10, gra tylko na konsoli. Ostatnio nawet udało mi się go namówić, żeby wyszedł na zewnątrz się pobawić ze swoim ojcem. Powiedziałem, że narysujemy kredą na płocie bramkę i mogę być bramkarzem. Niestety musiała to zobaczyć moja żona i utrąciła ten genialny plan trudnym do zbicia argumentem: “Tam jest róża pnąca. Po moim trupie”.

portret rodzinny

Rodzina w komplecie

Moja żona, Kamila, to osoba, która zarządza domem twardą ręką. Jak na księgową przystało, jest szalenie skrupulatna i zorganizowana. Mam wrażenie, że ona pracuje przez cały czas – i w gruncie rzeczy, podziwiam ją za to. Mężczyźni chyba nie zawsze doceniają, ile ich żony wkładają wysiłku w codzienne sprzątanie, gotowanie obiadów, zwracanie uwagi na detale, które nie interesują mężczyzn, ale które jednak sprawiają, że atmosfera wypełnia się ciepłem domowego ogniska. Kamila zna te wszystkie rodzaje róż, hiacyntów i storczyków, ja z reguły służę jako kierowca, żeby ją podwieźć do marketu budowlanego.

Są takie dni, kiedy się zastanawiam co jeszcze mogę zrobić, co mogę dać od siebie, żeby życie naszej rodziny było jeszcze lepsze, żeby mój Krystian wyciągnął nos ze smartfona, a Kamila przestała bez przerwy gdzieś chodzić i coś organizować, tylko żeby usiadła na kanapie i zaczęła się z czegoś śmiać. Nawet myślałem, że może to po prostu ja mam jakiś kryzys wieku średniego (chociaż oczywiście nie poczuwam się do bycia w wieku średnim!) i że to jest właśnie to życie, na które się pracuje. Niby się czeka na jakieś “wow”, a tego wow nie ma.

Pies pomaga zjednoczyć rodzinę

Na szczęście, ktoś mnie tam u góry wysłuchał. Nagle nasza rodzina powiększyła się o nowego członka. Bo chyba większość osób, które miały kiedyś zwierzaka, traktowały go niemal jak swoje dziecko czy brata. Prawie półtora roku temu Krystian wracał autobusem z zajęć angielskiego i za przystankiem znalazł małą włochatą piszczącą kulkę. Pieska. A jak się później okazało – suczkę. Mogła mieć raptem kilka tygodni. Dookoła nie było matki ani innych szczeniąt. Myśleliśmy, że może się zgubiła i rozwiesiliśmy ogłoszenia, ale nasi sąsiedzi mają przeważnie labradory i golden retrievery, a tę małą weterynarz oszacował jako “rasę mieszaną” z przeważającymi cechami owczarka niemieckiego. Możliwe, że została wyrzucona właśnie dlatego, że nie spełniała kryteriów jakiejś hodowli. Okropne.

pies w domu

Kira na dywanie – akurat w trakcie przerwy od gryzienia butów innych domowników

Krystian nazwał ją Kira, na podstawie swojego ulubionego japońskiego anime. W mandze i anime “kira” oznacza zabójcę posiadającego magiczny notatnik śmierci. I nasza Kira wczuła się w rolę, bo w przeciągu paru miesięcy pozabijała chyba wszystkie buty, łącznie z tymi schowanymi (nie pytajcie, jak je wyciągała – nie wiem). Najbardziej na nią krzyczała Kamila: “Nie dostaniesz biszkopta, zobaczysz, już nigdy nie dam ci biszkopta!” i oczywiście za 15 minut Kira opierała przednie łapki na kolanach u mojej żony a ta karmiła ją specjalnym psim ciasteczkiem. Po prostu mała bestyjka kupiła nas wszystkich.

Dawaliśmy jej dużo różnych zabawek, podobno najlepszych gryzaczków kochanych przez wszystkie psy, ale ambicją Kiry było zawsze rozwalenie takiego akcesorium aż do stanu bezużyteczności. A potem kierowała na mnie te wielkie miodowo-orzechowe oczy i zdawała się pytać: “Dlaczego mam zepsutą zabawkę?” Zrobiliśmy jej też posłanie ze starej kołderki Krystiana, żeby było jej wygodnie i żeby mogła leżeć z nami latem na kamiennym tarasie, kiedy my wystawiamy meble i jemy tam obiad. Nie minęło pięć minut aż Kira zobaczyła, że po wypruciu szwów z kołdry wychodzi wata. Mówiliśmy jej: “Jak sobie to zniszczysz, to nie będziesz miała na czym spać” ale nie skutkowało.

Szczęśliwie nie mamy zbyt ostrych zim w ostatnim czasie, ale i tak mały piesek musiał być trzymany w domu, kiedy wyjeżdżaliśmy do pracy i do szkoły. Pierwszy zazwyczaj wracał Krystian, bo bywało że miał tylko 5 lekcji. Pewnego dnia wychodzę z Sądu Apelacyjnego po długiej rozprawie, włączam telefon – a tam 17 wiadomości o tym, że mój syn próbował się ze mną skontaktować. Boję się – co się stało? Dzwonię do Krystiana, czy wszystko w porządku, a on zaczyna od: “nie możemy powiedzieć mamie”.

Otóż Kira zdecydowała się pobawić w ogrodniczkę i powyciągała wszystkie storczyki z doniczek (doniczki ceramiczne stłukła), a ziemię rozwłóczyła po dywanach. Natychmiast wsiadłem w samochód i kilkakrotnie przejeżdżając na świetle żółtym (ups!) dojechałem do domu i zabraliśmy się za sprzątanie. Jak na złość, Kamila akurat wróciła wcześniej z pracy i zobaczyła nasz domowy Armagedon. Nawet nie krzyczała, była po prostu zrezygnowana i podłamana, że tyle jej pracy zostało zniszczone. Musiałem się wykazać męskością i wziąć na siebie ciężar pomocy i pocieszania mojej biednej żony, która przez 12 lat małżeństwa zawsze wszystko chciała robić perfekcyjnie, aż w tym momencie doszła do swojej emocjonalnej ściany.

pies na smyczy

Kira powoli zapoznająca się ze swoim nowym otoczeniem

Montaż budy dla psa – kiedy staje się koniecznością…

Zdecydowaliśmy więc, że kupimy Kirze budę i tam będzie spędzała czas od wiosny do jesieni. Akurat wiosną suczka kończyła półtora roku, więc nie była już taka mała. Weterynarz dodał, że to dobry pomysł, bo owczarki niemieckie mają naturalny instynkt pilnowania i Kira odnajdzie swoje powołanie patrolując granice ogrodu.

Od początku uważaliśmy, że jej wyprowadzka do ogrodu w sezonie letnim to nic innego jak konieczność, natomiast w dalszym ciągu jest członkiem naszej rodziny i dlatego musimy jej sprawić naprawdę świetną budę. Podstawowym założeniem była przestrzeń. Kira jest dość sporym psem, więc nie może się gnieździć w klitce. Musi chodzić wyprostowana. Chcieliśmy kupić gotową budę, żeby mieć mniej problemów z jej montażem. Niestety, te budy dla psów, które widzieliśmy w sklepach, nie były wystarczająco duże.

Kamila zauważyła, że najlepiej, żeby buda dla psa miała ganek, gdzie Kira może się położyć i obserwować teren. Jedyna buda z gankiem, którą widzieliśmy, miała z kolei blaszany dach. A to bardzo zły pomysł, bo blacha się nagrzewa latem i pies będzie się męczył. Nie byliśmy też pewni, czy wejścia są odpowiedniej wielkości. Z jednej strony powinno być wystarczająco duże, żeby piesek wszedł do środka swobodnie, a z drugiej – wejściem ucieka najwięcej ciepła, więc też nie może być za szerokie. Najlepiej jest psa po prostu zmierzyć w obwodzie. Jeśli chodzi o wysokość budy, trzeba psa zmierzyć w siadzie i dodać ok. 20 centymetrów, żeby zapewnić odrobinę luzu. I kiedy przy podróży do kolejnego sklepu Kamila stwierdziła, że do ogrodu najlepiej by pasowała buda z dachem obustronnie spadzistym i w ogóle niezabudowana od frontu, powiedziałem, że może najlepiej żebym ja sam to zbudował według jej projektu.

Nie jestem żadnym ekspertem w dziedzinie budownictwa, ale stwierdziłem, że wiem, jak zbudować budę dla psa, bo chyba potrafię samodzielnie zbić deski i je zaimpregnować. No i w końcu – od czego mamy internet? Do budowy budy dla psa można wykorzystać deski i płyty OSB. Połączyłem te dwie opcje. Z reguły każdy ma w domu gwoździe i najprostszą wiertarkę i piłkę. W razie czego: koszt wiertarki MacAllister mieści się w granicy 150 zł, a piłę ręczną do drewna można dostać nawet za 20 zł. Warto zainwestować w takie rzeczy, bo zawsze się przydają.

Kupiłem 9 prostych desek w cenie 11,60 zł za jedną (104,40 zł za całość) oraz 21 kantówek niestruganych o wysokości 2700 mm (można je ze sobą łączyć). Jedna taka kantówka kosztuje 12 zł (koszt: 252 zł za całość). Do tego potrzebowałem 4 płyt OSB (cena: 50 zł za jedną, 200 zł za całość) oraz paczkę brązowego gontu o kształcie karpiówki (koszt: 96 zł). Drewno zaimpregnowałem lakierem, którym wcześniej potraktowałem nasze meble ogrodowe, dzięki czemu buda jest w takim samym kolorze jak meble. Koszt wykonania takiej dużej budy to 652,40 zł.

Na szczęście – projekt był darmowy, bo pochodził od żony. Czy to dużo? Zależy, jaki efekt się chce uzyskać. O połowę mniejsza buda to również znacznie mniejszy koszt. Jednak my potraktowaliśmy priorytetowo wygodę Kiry, a w sklepach nie widzieliśmy gotowego projektu, który by uwzględniał nasze założenia w takim wymiarze. Praca zlecona stolarzowi – to praktycznie ten sam koszt materiałów, ale i dodatkowo płacimy za pracę. Własny projekt budy ma jeszcze tę zaletę, że możemy go dopasować do ogrodu, który posiadamy, bo stanowi też element dekoracyjny na równi z meblami i huśtawką. Nasza buda wygląda praktycznie jak mała altanka czy domek letniskowy.

Buda dla psa ocieplana może być styropianem, jednak biorąc pod uwagę, że sunia w niej mieszka jedynie w pogodnym okresie, zdecydowaliśmy się wyścielić ją kocami z naszego starego mieszkania. Z desek, które zostały, zbudowałem małą ławeczkę na ganku budy, na której umieściliśmy miski dla Kiry.

pies w budzie

Kira w swojej budzie

Jak zachęcić psa do korzystania z budy?

Zastanawialiśmy się, czy tyle pracy nie poszło na marne, bo Kira nie będzie chciała wchodzić do środka. Krystian, jako najmniejszy wzrostem, bez problemu wszedł na ganek i wymościł wnętrze kocami, a w środku umieścił biszkopty dla Kiry. Sunia potrafi je wywęszyć z każdej odległości i od razu wiedziała, gdzie szukać łakoci. Tak ją zachęcaliśmy przez kilka dni do korzystania z nowego lokum. Wiadomo, że nie zawsze psy akceptują wyznaczone legowisko, ale na szczęście są też psy, które od razu wiedzą, że to jest “ich miejsce”. Kira na przykład u nas w domu sobie upatrzyła specjalny dywanik (wykonany ze skrawków innego dywanu) pod stołem w salonie i kiedy jest w domu, zawsze na nim śpi. Z psią budą było podobnie – od razu chętnie się do niej wprowadziła. I faktycznie, była zadowolona, że z kąta ogrodu ma podgląd na całe swoje królestwo.

Z miłości do zwierząt – o tym, jak budowałem budę dla psa
5 (100%) 2 votes

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Content Solutions Sp. z o.o. z siedzibą we Wrocławiu przy ul. Pieszyckiej 5A (zwana dalej Content Solutions). Dane osobowe będą przetwarzane w celu zawarcia i realizacji umowy o świadczenie usług drogą elektroniczną na warunkach opisanych w regulaminie (nawiązania, ukształtowania treści, zmiany lub rozwiązania stosunku prawnego w ramach usług świadczonych w ramach serwisu) i w celach marketingowych Content Solutions (w przypadkach, gdy przepisy prawa dopuszczają przetwarzanie danych w tych celach bez zgody osoby, której dane dotyczą). W razie zaistnienia takiej konieczności dane mogą zostać udostępnione podmiotom upoważnionym na podstawie przepisów prawa. Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści dotyczących go danych oraz ich poprawiania. Ponadto - w przypadkach wymienionych w art. 23 ust. 1 pkt 4 i 5 ustawy o ochronie danych osobowych – użytkownikowi przysługuje prawo wniesienia pisemnego, umotywowanego żądania zaprzestania przetwarzania danych ze względu na szczególną sytuację oraz prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania danych w przypadkach, gdy administrator danych zamierza je przetwarzać w celach marketingowych lub wobec przekazywania danych osobowych innemu administratorowi danych. Podanie danych osobowych jest dobrowolne.

Pin It on Pinterest