Ogrodowe ozdoby z odpadów – co zrobiłem z zalegających w garażu rupieci?


Trudno wyobrazić sobie lepszą sytuację – kupienie domu, jego remont z nieograniczonym budżetem, nowoczesna aranżacja budynku w zgodzie z przylegającym do niego terenem zielonym. Bajka! Ale pod spodem tego optymistycznego obrazka w zarysowany był pewien problem, z którym musiałem się uporać. Oto, jak z odpadów zalegających w garażu zrobiłem ozdoby.

No, może wspólnie to za dużo powiedziane. Ale po kolei.

Ona – Aleksandra – dyrektorka katowickiego oddziału dużego banku. Zdecydowana, doceniana za celne decyzje i konsekwencję w ich realizacji. Samodzielna, chociaż na zebraniach zarządu to właśnie ona dąży do wypracowania wspólnego stanowiska. Odpowiednio do wykonywanej funkcji uposażona.

On, czyli ja, Marcin. Pracuję w dużej firmie budowlanej jako projektant i stanowię część zespołu, bynajmniej nim nie kieruję. Też jestem doceniany, ale nie dla mnie wspinanie się po schodkach kolejnych awansów. Spełniam się w tym, co robię najlepiej – znajdując najlepsze rozwiązania w tworzeniu nowych mechanizmów maszyn, udoskonalając dotychczas istniejące. Co do finansów – zupełnie przyzwoicie, choć bez porównania z drugą, piękniejszą połową.

AAAA Gospodarstwo kupię

Plany wyniesienia się z centrum Katowic snuliśmy właściwie od zawsze. Pomimo tego, że stąd mieliśmy blisko do pracy, zwłaszcza Ola, której bank znajduje się w okolicy Spodka, więc kwadrans piechotą. Ja dojeżdżałem gierkówką samochodem do Dąbrówki Małej i chociaż powroty do domu upływały mi w korkach tuż po wjeździe do Katowic, dało się przeżyć. Ale życie w mieście zaczęło być męczące, zwłaszcza od kiedy centrum zaczęło się zmieniać – remonty, pracujące w nocy maszyny budowlane, rozkopane chodniki – jasne, że kiedyś tu będzie piękniej (już jest!), ale do komfortu było coraz dalej, dlatego w naszych z Olą rozmowach coraz częściej pojawiał się temat sprzedaży mieszkania i wyniesieniu się poza miasto.

Wyobrażaliśmy to sobie z początku tak: kupimy jakiś stary dom, wyremontujemy go, dopieścimy ogród lub stworzymy go od nowa, będzie grill dla moich znajomych z biura projektowego, może oczko wodne – standard. Jednak im częściej poruszaliśmy ten temat, tym bardziej sprawa domu stawała się dyskusyjna.

Ola ma charakterystyczny gust. Docenia szczególnie to, co jest nowoczesne i co jednocześnie powstało na bazie tego, co istniało wcześniej. Jak to nazwać – unowocześniona tradycja? odnowiona staroć?  nowoczesność z poszanowaniem historii? Wertując katalogi sprowadzane z Włoch i Francji coraz dłużej zatrzymywała się na inspiracjach loftowych i industrialnych. Chociaż z początku raził mnie i mroził chłód wykończonych betonem pomieszczeń, widziałem w nich ucieleśnienie planów i dążeń Oli do nowoczesnego zagospodarowania istniejącego stanu rzeczy. Ale skąd wziąć tego typu miejsca w naszym pobliżu? Przecież nie kupimy nieczynnej fabryki czy kopalni, których tu jest sporo – aż tyle pieniędzy nie mamy.

W końcu zaczęliśmy przeglądać ogłoszenia o sprzedaży nieruchomości – zwracaliśmy uwagę na gospodarstwa rolne, a konkretnie na budynki, jakie się na nie składały. Chociaż większość zdjęć pokazywała wnętrza domów, nas interesowała obecność… stodoły. Murowanej. Tym też wywoływaliśmy zdziwienie sprzedających, do których jeździliśmy samodzielnie (nie korzystaliśmy z usług biura nieruchomości) – swoje kroki kierowaliśmy z początku nie do uporządkowanych na nasz przyjazd wnętrz zabudowań mieszkalnych, ale ocenialiśmy stan największych zabudowań gospodarskich. To tam tkwił potencjał loftowej przestrzeni.

Plan i jego realizacja

Posiadłość, na którą się zdecydowaliśmy, to stare gospodarstwo rolne z budynkiem mieszkalnym, zagraconym starymi sprzętami garażem, chylącym się ku upadkowi warsztatem i potężną, murowaną stodołą. Oczywiście nieocieploną, bo po co. I to właśnie tutaj mieliśmy zamieszkać!

O ile samo poszukiwanie wymarzonego domu i transakcja jego zakupu została przeprowadzana przez nas samodzielnie, o tyle do remontu zabudowań musieliśmy wynająć dużą ekipę budowlaną. I z tym nie było problemu, bo dzięki mojej pracy miałem namiary do większości z nich.

Dowodziła Ola, która świetnie odnalazła się w nowej sytuacji:

– doglądała szczegółów projektu,

– samodzielnie wybierała materiały wykończeniowe,

– po skończonej pracy wsiadała do samochodu, by przyjechać i ocenić, co zostało zrobione tak, jak wcześniej zadecydowała,

– samodzielnie zaplanowała wyposażenie jednej wielkiej, otwartej przestrzeni.

I chociaż radziła sobie z tym wszystkim doskonale, coraz wyraźniej widziałem, że w tym wszystkim brakuje mojej osoby. Oczywiście moje sugestie brała pod uwagę, czasem je nawet uwzględniała, ale skoro kierownik budowy dzwonił tylko do niej, a jego pracownicy rozmawiali tylko z nią, moje męskie ego było coraz wyraźniej nadszarpywane. Też chciałem brać udział w tej zabawie, tylko brakło dla mnie roli. Musiałem wobec tego sam ją sobie znaleźć. W tym celu zacząłem odwiedzać jeden z niezagospodarowanych budynków na naszej posesji. I jako jedyny przesiadywałem w nim wtedy, kiedy na budowie nie działo się nic, na przykład wtedy, kiedy przez 2 miesiące schła betonowa wylewka, która miała stać się naszą podłogą.

Design pozakatalogowy, czyli ozdoby z odpadów

Oto, do czego posłużyły mi pozostałe po materiałach budowlanych palety:

ozdoby z odpadów

ozdoby z odpadów

ozdoby z odpadów

a do czego stare opony:

ozdoby z odpadów

ozdoby z odpadów

ozdoby z odpadów

z tak odnowionego bębna pralki powstał następnie żyrandol:

ozdoby z odpadów

na półce stanęła stara lampka górnicza:

ozdoby z odpadów

na ścianie zawisły lampy rodem z fabryki:

ozdoby z odpadów

a na podłodze steampunkowa instalacja, która również jest lampą:

ozdoby z odpadów

Szczęśliwy traf chciał, że czas zakończenia prac wykończeniowych zbiegł się z wyjazdem Oli za granicę. Mogłem nie spiesząc się dokończyć moje prace, zamontować oświetlenie, przenieść na zewnątrz pomalowane siedziska z opon i przesadzić z doniczek rośliny do kwietników. Wyglądało to moim zdaniem świetnie i tym bardziej byłem ciekaw reakcji żony.

Moja porada:

Oprócz powyżej użytych przedmiotów w nowej roli zagrać mogą również: puste butelki jako klosze lamp z retrożarówkami, stara drewniana drabina przerobiona na dużą półkę lub kwietnik czy nawet czarno-biały telewizor, którego kineskop zastąpi akwarium lub terrarium.

Pojechałem po nią na lotnisko w Pyrzowicach i prosto stamtąd do naszej nowej posiadłości. Miało być tak, że wkraczamy do surowej, niewypełnionej przedmiotami wyposażenia przestrzeni, tymczasem wkroczyliśmy do wnętrza w pełni urządzonego. Ola długo przechadzała się po rozległej przestrzeni, której poszczególne strefy zaakcentowałem swoimi dokonaniami. W końcu kiedy podeszła do mnie, powiedziała:

– Nie wiem, z którego katalogu wybierałeś te rzeczy, ale pasują idealnie. Zaraz je wrzucę na Insta i będzie szał wśród moich znajomych dekoratorów. Dasz mi namiary na producenta?

– Jasne, zapisz sobie: Marcin, @, stoi przed tobą, kropka com.

Ogrodowe ozdoby z odpadów – co zrobiłem z zalegających w garażu rupieci?
5 (100%) 1 vote

Podobne wpisy, które mogą Cię zainspirować

2 komentarze

  1. O jaaa.. Nie spodziewałam się, że można zrobić tyle rzeczy z opon albo palet :O Na oponach to się w dzieciństwie huśtało, a w paletach trzymało owoce z targu. Fajnie, że jest tyle zastosowań dla starych rzeczy.

    Odpowiedz
    • A pomyśl, że to zaledwie mała część pomysłów na wykorzystanie starych przedmiotów! 🙂

      Odpowiedz

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Content Solutions Sp. z o.o. z siedzibą we Wrocławiu przy ul. Pieszyckiej 5A (zwana dalej Content Solutions). Dane osobowe będą przetwarzane w celu zawarcia i realizacji umowy o świadczenie usług drogą elektroniczną na warunkach opisanych w regulaminie (nawiązania, ukształtowania treści, zmiany lub rozwiązania stosunku prawnego w ramach usług świadczonych w ramach serwisu) i w celach marketingowych Content Solutions (w przypadkach, gdy przepisy prawa dopuszczają przetwarzanie danych w tych celach bez zgody osoby, której dane dotyczą). W razie zaistnienia takiej konieczności dane mogą zostać udostępnione podmiotom upoważnionym na podstawie przepisów prawa. Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści dotyczących go danych oraz ich poprawiania. Ponadto - w przypadkach wymienionych w art. 23 ust. 1 pkt 4 i 5 ustawy o ochronie danych osobowych – użytkownikowi przysługuje prawo wniesienia pisemnego, umotywowanego żądania zaprzestania przetwarzania danych ze względu na szczególną sytuację oraz prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania danych w przypadkach, gdy administrator danych zamierza je przetwarzać w celach marketingowych lub wobec przekazywania danych osobowych innemu administratorowi danych. Podanie danych osobowych jest dobrowolne.

Pin It on Pinterest