Zakładanie trawnika – historia moich porażek zwieńczona wielkim zwycięstwem!


Kiedy teraz spoglądam za okno, widzę ogród takim, jak go razem zaplanowaliśmy. Zieleń roślin ma obecnie swój zdecydowany charakter, a kolory kwiatów wyraźnie odznaczają się na tle jednobarwnego tła. Utrzymywanie ogrodu w należytym stanie ma swój rytm – tego nauczyły nas długie zmagania o to, by wyhodować bazę dla pozostałych roślin. Zakładanie trawnika to podstawa terenu zielonego i jego wizytówka.

Tajemniczy ogród? Nie, zaniedbany…

Ogród – odkąd pamiętam, zawsze był taki sam. Ponieważ posesja zajmowana przez moich rodziców traktowana była wyłącznie użytkowo, niewiele się w nim zmieniało – wypielęgnowane były jedynie grządki warzywne w okolicy domu, natomiast cała reszta w zupełności zasługiwała na nazwę ogrodu naturalnego. To, że wkrótce nadejdzie wiosna, zwiastowały pobielone pnie drzew w niewielkim sadzie. Ich ochroną zajmował się mój tato i był to jedyny (poza grabieniem liści) efekt jego poczynań na terenie zielonym. Taki stan rzeczy uznawałem za normalny, a zapuszczoną większość ogrodu dzieliłem wraz z moimi szkolnymi kolegami: chaszcze, jakie przylegały do ogrodzenia, były tylko przez nas poznanym labiryntem, w którym spędzaliśmy czas wolny na gonitwach i zabawach w chowanego.

Dom, w którym mieszkamy – teraz już bez mojej mamy, za to ze szczęśliwie żywotnym tatką – zajmuję od dawna z moją żoną Agą i naszymi pociechami Michałem (gimnazjum) i Marceliną (koniec podstawówki). Najwięcej starań poświęcaliśmy budynkowi – remont generalny przed naszym z Agnieszką wprowadzeniem się, kolejne unowocześnienia i zmiany dotyczyły murów, wyglądu pokoi, wymiany okien, instalacji, zamiany starych dachówek na nowe i tak dalej, i tak dalej. Tymczasem ogród, w którym już nie było nawet warzywnika, był coraz bardziej zapuszczony i nieprzystępny. Jego nieestetyczny wygląd była na szczęście w większości ukryty przed wzrokiem nielicznych przechodniów przez fasadę domu i zarośnięte splątanymi pnączami ogrodzenie.

Co prawda łudziłem się, że – podobnie jak to było w moim przypadku – chaszcze staną się tajemniczą wyspą dla moich dzieci i ich rówieśników, ale gry komputerowe i kablówka okazały się o wiele bardziej atrakcyjne niż dostępna na wyciągnięcie ręki, a jednak niezachęcająca do odwiedzin, zielona ściana, coraz bardziej przypominająca zwykły las. I tak było do czasu, kiedy prawdziwe okazało się stare przysłowie, które mówi, że…

Podróże kształcą!

Jeden z braci mojej żony dawno temu wyemigrował do Anglii i wielokrotnie zapraszał do siebie całą naszą gromadę, więc 4 lata temu zdecydowaliśmy się go odwiedzić. Tuż po naszym powrocie najważniejsze przeżycia dotyczyły podróży samolotem, ale czas pokazał, że wyjazd ten skutkował zupełnym przeobrażeniem przestrzeni, która nas dotąd otaczała.

Podczas pobytu poznaliśmy nie tylko dom naszego gospodarza, ale także posesje angielskiej części jego nowo założonej rodziny. Mieliśmy okazję do porównań domów i ogrodów, a szczególnie jak mogą się prezentować poszczególne wersje wypieszczonego angielskiego trawnika. Różnica była kolosalna! I nie mieliśmy z Agnieszką tutaj na względzie tylko naszego ogrodu, w którym trawnik dbał o siebie sam, ale także tereny zielone, które oglądaliśmy u naszych znajomych. Albo ogrody botaniczne poznawane podczas weekendowych wyjazdów rodzinnych do większych miast, gdzie stanowiły stały punkt programu wycieczek – bardziej dla wytchnienia i ochłody w cieniu niż w celu poznawania co bardziej oryginalnych okazów flory.

Tymczasem trawniki, po których się przechadzaliśmy, w pełni zasługiwały na miano zielonych dywanów. Ich sprężystość i aksamitność w dotyku dawały wrażenie stąpania po arcydziełach sztuki ogrodniczej, tak to zapamiętała Agnieszka. Ja wróciłem z innym wspomnieniem, które potem często do mnie wracało. Jako zapalony fan piłki nożnej, odkąd pamiętam, oglądałem telewizyjne transmisje meczów i widok zielonej murawy poprzedzielanej pasami trawy o jaśniejszym i ciemniejszym odcieniu kojarzył mi się z zapowiedzią emocji, które towarzyszyć będą zmaganiom piłkarzy. Ten niezwykle energetyzujący widok uderzył mnie wielokroć podczas naszej podróży. Nie, nie zwiedzaliśmy stadionu Wembley czy Arsenalu – okazało się, że tak samo wyglądają niektóre angielskie trawniki!

angielski trawnik, zakładanie ogrodu

 

Co nagle, to po ździable  🙂 

 

Oczywiście nie miałem aż takich ambicji, aby tworzyć tuż za oknami domu murawę piłkarską. Wystarczył mi zwykły trawnik, a ten w wyhodowaniu wydawał się nieskomplikowany: kupić nasiona, wysiać i już. Kiedy myślę o sobie w tamtym czasie, towarzyszy mi refren piosenki kabaretu Elita: Oj, naiwny, naiwny, naiwny…

Jedyne, co dodałem do powyższego zestawu prac ogrodowych, to wycięcie (dokładnie, tuż przy ziemi) zielska, chwastów i trawy samosiejki, w czym pomagał mi mój ojciec. Trwało to w sumie kilka razy dłużej niż zakup nasion i ich wysiew. A że działo się to jesienią, a nie tuż po powrocie z naszych wojaży, efekty moich starań były właściwie żadne, nie licząc kilku zielonych wysepek, które wkrótce – i jak się okazało na długo – zakrył śnieg.

Kolejne zmagania miały miejsce po pierwszym stopnieniu śniegu i jak się zdawało wtedy – po zimie. Ponowny zasiew (oczywiście ręczny, jak poprzedni) i niecierpliwe oczekiwanie spektakularnego efektu. Tymczasem wiosna wcale nie miała zamiaru przychodzić tak szybko. Wbrew prognozom meterologów ponownie spadł śnieg, a przymrozki skutecznie rozprawiły się ze zdecydowaną większością młodych źdźbeł.

Czy można było popełnić jeszcze jakiś błąd w staraniach o zwykły trawnik? Niestety tak – w akcie desperacji pozostałą część nasion rozrzuciłem latem. Tym sposobem to, co zdążyło wyrosnąć, zostało spalone przez promienie słoneczne. Wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że nasz ogród jest trawoodporny. Ale zadziałało mi na ambicję to, że zaniedbywany przez lata ogród zaczął żyć własnym życiem i nad wyraz opornie poddawał się zmianom. Żeby go ujarzmić, potrzebne były nie tylko działania radykalne, ale również dobrze przemyślane i umiejętnie zaplanowane. Postanowiłem całkowicie odmienić wygląd nie tylko trawnika, ale ogrodu w ogóle.

projektowanie trawnika, jak zaprojektować ogród

Jak zaplanować trawnik na potrzeby całej rodziny?

Zaprosiłem do stołu wszystkich domowników i z nieco tajemniczą miną rozdałem czyste kartki papieru i przybory do pisania. Potem powiedziałem, że planuję zmiany w wyglądzie ogrodu i chcę w nich uwzględnić wyobrażenia wszystkich co do jego przyszłego wyglądu: jak waszym zdaniem miałby się prezentować? Co sprawiłoby, że spędzać będziecie w nim więcej czasu? Co chcielibyście w nim robić?  Jak opiszecie ogród, który chcielibyście pokazać swoim znajomym? Oto, co między innymi pojawiło się wśród wielu odpowiedzi:

– małe boisko z koszem i siatką do badmintona, uda się?

– chcę, aby rosły świeże zioła, koniecznie też groszek!

– można zrobić choć trochę prawdziwej łąki w ogrodzie?

– trawnik jak u wujka Zbyszka,

– po ogrodzie chcę chodzić boso,

– tato, wytnij te krzaczory i kup grilla!

– synu, zawsze marzyłem o zakupie kosiarki.

projektowanie ogrodu, zakładanie trawnika

Odpowiedzi te bardzo mnie ucieszyły – okazało się, że w zaniedbanym ogrodzie tkwi wielki potencjał. Wybierając kwestie związane tylko i wyłącznie z trawnikiem, należy przeznaczyć jego dużą część na rekreację i aktywność fizyczną (grill, boisko), a mniejszą na część użytkową (zielnik) i dekoracyjną (łąka). Całość ma być na tyle zadbana i estetyczna, by można było chodzić po trawie bez obuwia, do czego posłuży w przyszłości odpowiedni sprzęt (kosiarka). Superplan!

O pożytkach płynących z wiedzy

Dopiero kiedy zagłębiłem się w literaturę przedmiotu, okazało się, gdzie konkretnie popełniłem błędy w chaotycznym dążeniu do wykonania trawnika w unowocześnionej wersji. Zupełnym nieporozumieniem była chęć uzyskania natychmiastowego, spektakularnego efektu. Wyhodowanie trawnika trwa lata i zakończy się sukcesem, jeśli jego zasianie zostanie poprzedzone odpowiednim przygotowaniem gleby, a wcześniej zbadaniem stanu posiadania, czyli jej składu. Co więcej – jasne się stało, dlaczego owocem moich poprzednich poczynań były wolne od trawy, nagie placki ziemi i zazielenione kępy w miejscach obniżenia terenu – gleba była gliniasta i zbyt zbita (nie pomyślałem choćby o jej przekopaniu), by nasiona mogły w nią równomiernie wniknąć. Pierwszy deszcz zmywał je i gromadził w naturalnych, szerokich niszach. To, co nie mogło się udać wtedy, miało zakończyć się sukcesem podczas kolejnej próby, w której wzięli udział wszyscy, nie tylko ja z moim tatą. Wspólne planowanie wyglądu przestrzeni za naszym domem spowodowało, że w realizację projektu zaangażowali się wszyscy, a każda para rąk w pewnym momencie okazała się na wagę złota. Kiedy dokładnie?

ręczne prace ogrodowe, zakładanie trawnika

O ile wykarczowanie niepotrzebnej plątaniny krzaków, zrywanie darni, pokrycie terenów na trawnik warstwą odpowiedniej gleby to trudne do wykonania czynności, które wziąłem na siebie.Sam zasiew wykonaliśmy wspólnymi siłami, po czym pozostało nam oczekiwanie na efekty przeprowadzonych prac. A te przeszły nasze najśmielsze oczekiwania. Tak nagle, jak trawnik się zazielenił, tak źdźbła błyskawicznie wystrzeliły ku górze, a żeby utrzymać ich prawidłowy wzrost, konieczne było ich zasilanie w odpowiednią ilość wody. Co prawda Agnieszka doglądała głównie swojego zielnika, a Marcelina wymarzonej łąki pokrytej trawami ozdobnymi, jednak pozostała, wspólna część terenu obsługiwana była przez wszystkich razem. Nasz ogród nie pamiętał podobnego nakładu sił włożonych w zasilanie w wodę – każda osoba wyposażona w swoją własną konewkę przynajmniej raz dziennie w towarzystwie pozostałych przemierzała drogę między domem a podlewanym terenem. Ponieważ było to wyczerpujące zajęcie, w dalszej kolejności niezbędne okazało się zakupienie węża ogrodowego. Jego działanie odciążyło moją rodzinę od codziennych spacerów z pełnymi i pustymi konewkami, jednak nie do końca jest dla mnie satysfakcjonujące, dlatego kolejnym etapem dopieszczania naszego trawnika będzie zainstalowanie systemu samonawadniającego.

Porada

Aby nie naruszać wykształconej darni, instalacja samonawadniająca teren zielony powinna zostać uwzględniona już na samym początku prac polegających na zakładaniu trawnika. Inaczej będzie jak w moim przypadku – zielona murawa będzie musiała zostać umiejętnie odkryta w czasie budowy instalacji. Wymaga to skoordynowania działań związanych z zakopywaniem systemu rur, aby trawnik po zakończeniu tych czynności szybko odzyskał jednolity wygląd.

To pieśń przyszłości. Poprzedzić ją musi renowacja wysłużonej w ciągu dwu sezonów kosiarki do trawy. Zgodnie z wymienioną powyżej listą życzeń, jej obsługą i serwisowaniem zajmuje się mój tato. Mam tylko nadzieję, że będzie to robił równie chętnie, kiedy jego oczom ukaże się model wybrany przeze mnie specjalnie. Ponieważ każdy z domowników znalazł w ogrodzie to, czego od niego oczekiwał, postanowiłem także i ja wcielić w czyn moje marzenie o dwukolorowej murawie składającej się z równoległych ciemniejszych i jaśniejszych pasów. Dlatego na mojej liście zakupów znajduje się nie byle jaka kosiarka, bo wyposażona w walec ugniatający skoszoną darń. W zależności od kierunku jej prowadzenia, źdźbła ukierunkowywane są w dwie strony, dzięki czemu promienie słoneczne odbijają się od nich bardziej lub mniej, co nadaje całości wygląd miejsc sportowych zmagań.

Teraz, kiedy napisana na karteczkach lista życzeń została zrealizowana, przyszedł  czas podsumowań. Nie ustrzegłem się błędów w planowaniu wszelkich prac trawnikowych – największym z nich było zwlekanie z wykonaniem instalacji nawadniającej. W ogrodowych zmaganiach wzięła udział cała rodzina – niektóre czynności były żmudne i męczące i żałowałem wtedy, że nie pokusiliśmy się o wynajęcie firmy projektującej i wykonującej ogrody. Jednak kiedy odeszło zmęczenie i zobaczyliśmy efekt naszej pracy, poczuliśmy olbrzymią satysfakcję: udało się, zrobiliśmy to razem! Widok efektów zakładania trawnika, na który złożyła się wspólna, rodzinna praca, okazał się bezcenny wtedy, gdy ukazał się naszym oczom po raz pierwszy, i nie traci swojej wartości każdego sezonu, kiedy widzimy go ponownie.

Zakładanie trawnika – historia moich porażek zwieńczona wielkim zwycięstwem!
5 (100%) 1 vote

Podobne wpisy, które mogą Cię zainspirować

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Content Solutions Sp. z o.o. z siedzibą we Wrocławiu przy ul. Pieszyckiej 5A (zwana dalej Content Solutions). Dane osobowe będą przetwarzane w celu zawarcia i realizacji umowy o świadczenie usług drogą elektroniczną na warunkach opisanych w regulaminie (nawiązania, ukształtowania treści, zmiany lub rozwiązania stosunku prawnego w ramach usług świadczonych w ramach serwisu) i w celach marketingowych Content Solutions (w przypadkach, gdy przepisy prawa dopuszczają przetwarzanie danych w tych celach bez zgody osoby, której dane dotyczą). W razie zaistnienia takiej konieczności dane mogą zostać udostępnione podmiotom upoważnionym na podstawie przepisów prawa. Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści dotyczących go danych oraz ich poprawiania. Ponadto - w przypadkach wymienionych w art. 23 ust. 1 pkt 4 i 5 ustawy o ochronie danych osobowych – użytkownikowi przysługuje prawo wniesienia pisemnego, umotywowanego żądania zaprzestania przetwarzania danych ze względu na szczególną sytuację oraz prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania danych w przypadkach, gdy administrator danych zamierza je przetwarzać w celach marketingowych lub wobec przekazywania danych osobowych innemu administratorowi danych. Podanie danych osobowych jest dobrowolne.

Pin It on Pinterest